Jeśli ktoś chce być informowany o nowościach, proszę o wpis do akt, podając numer gadu-gadu lub adres e-mail.

czwartek, 22 maja 2008 22:31:48

ROZDZIAŁ 12 Tam, gdzie alarm

Ekhem... Nam nie wolno. Zapraszam:)

Czy to zakończenie wygląda tak, jekbym chciała pisać ciąg dalszy?
Długo nic nowego nie było. Przepraszam za ten zastój, ale mam ostatnio "ciężki czas" i szczególną awersję do Internetu;)

Koniec tego opowiadania nie oznacza, że wycofuję się z myloga. Pomysłów mam masakrycznie dużo, więc nie da rady, żeby wycofać się z pisania. I chętnie się tym z Wami podzielę:)

Jeśli ktoś chce być poinformowany o nowym opowiadaniu, to proszę, zawiadomcie mnie o tym:)


***

Mimo zaangażowania Nicka w udobruchanie Kate, nie udało mu się nic wskórać. Kilka razy się spóźnił, raz został odciągnięty od kobiety przez dwóch nieznajomych, którzy najwyraźniej wzięli go za nachalnego zboczeńca. Brak kondycji bardzo mu doskwierał. Był zmęczony, zły i głodny, a na domiar złego, czuł się upokorzony. Sam nie wiedział dlaczego tak za nią biegał. Kiedy oddała już ostatni skarb, zniknęła pomiędzy uliczkami i stracił ją z oczu. Stracił również pomysł na to gdzie mogłaby być.
Usłyszał sygnał komórki. Wzywali go do biura, na pewno nie na kawę i ciastka. Burknął coś pod nosem i wolnym krokiem skierował się do miejsca pracy.
Słońce zaczęło się już chylić ku zachodowi, barwiąc chmury na różne odcienie żółci i czerwieni i odbijając się od okien domów, w których powoli zaczynały zapalać się światła. On jednak nie miał ani czasu, ani tym bardziej ochoty, by się temu przyglądać.
Był w dość dziwnej dzielnicy. Nowoczesne muzeum bardzo kontrastowało z pospolitymi, starymi kamienicami, pomiędzy które rzucono niby przypadkiem boisko i plac zabaw. Oba miejsca pełne były dzieci, mimo dość później jak na nie pory.
Nick przystanął na moment przy boisku, by poobserwować grających w piłkę nożną chłopców. Kiedy on był mały, chciał zostać policjantem. Już wtedy. A później konsekwentnie do tego dążył. Wprawdzie teraz nie pracował w policji, tylko w FBI, ale można powiedzieć, że osiągnął swój cel. Jednak nie na długo. Był pewien, że wkrótce straci pracę.
Przez moment zapragnął znów być dzieckiem. Cofnąć czas do chwil, kiedy największym problemem na świecie było pozostanie czystym dłużej niż godzinę. Potrząsnął głową, wyrzucając z niej brutalnie wspomnienia.
- Jesteś mężczyzną – warknął na siebie. – Nie wolno ci się rozczulać…
Zmusił się do pójścia dalej. Powoli zapadał zmrok. Latarnie uliczne zapaliły się w jednym momencie, którego nie uchwycił, pogrążając się w myślach coraz bardziej i bardziej…
Nawet nie zauważył kiedy dotarł do siedziby FBI. Zwykły budynek z rządowymi oznaczeniami do niedawna zawsze napawał go dumą, że może przysłużyć się swojemu krajowi. Teraz jednak nie wiedział co myśleć. Dzięki pracy z Kate przekonał się, że nie wszystko jest czarno – białe, a świat nie dzieli się na ludzi dobrych i przestępców. Powoli przekroczył próg budynku.
Znajome białe ściany pokryte do połowy boazerią wcale nie poprawiły mu nastroju. Mijani ludzie zdawali się patrzeć na niego już jak na bezrobotnego. Wściekły wszedł do gabinetu szefa.
- Nicholas! – zawołał ten ostatni na jego widok. – Dobrze, że jesteś!
Nie cierpiał gdy mówiono do niego po nazwisku, ale zwrotu „Nicholas” po prostu nienawidził. Dyrektor zdawał się to wyczuwać, bo nazywał go tak zawsze wtedy, kiedy nie miał dla Nicka dobrych wieści. Czyli prawie zawsze.
- Siadaj! – powiedział rzeczowo mężczyzna i blondyn posłusznie zajął miejsce przed biurkiem. Kątem oka wychwycił odsuniętą na bok kartkę. Niedobrze… - Nicholas… - zaczął dyrektor, splatając dłonie i wpatrując się w niego z uwagą. – I co ja mam z tobą zrobić? – Pokręcił głową, troszeczkę zbyt na pokaz. Nick nie zareagował. – Jak mogłeś wypuścić ją z rąk?
- Zaraz… O czym my mówimy? – spytał zdumiony. Cały czas myślał, że chodziło o dysk.
- O złodziejce.
- A co ona ma z tym wspólnego? To moja wina, że straciliśmy dysk.
- Nigdy nie chodziło nam o dysk – odparł mężczyzna z dziwnym błyskiem w oku. – Taka złodziejka to prawdziwy skarb dla rządu.
Nick siedział jak skamieniały, niezdolny do jakiegokolwiek ruchu. To wszystko było tylko głupią farsą?
- Zaraz, bo nie rozumiem… - powiedział niepewnie.
- A co tu jest do rozumienia? – prychnął dyrektor. – Mamy ją w garści i na swoje usługi.
Nick roześmiał się chłodno.
- Nie sądzę – powiedział zjadliwie. Pozbycie się skarbów przez Kate praktycznie wytrącało im z ręki każdą broń.
- Dowody mówią same za siebie, Nicholas. Ona dobrze o tym wie i nic głupiego nie przyjdzie jej do głowy. Już byśmy ją mieli gdyby nie ty.
Blondyn prychnął i skrzyżował ręce na piersiach. Nie podobała mu się ta zabawa. „Nie znacie Kate” – pomyślał, zastanawiając się na ile on sam ją zna.
- Czyli nasza praca w fabryce to była tylko przykrywka? – spytał z niedowierzaniem.
Dyrektor zacmokał i postukał długopisem w nienagannie uporządkowane biurko. Wyjrzał przez okno, jakby zauważył za nim coś niezwykle interesującego. Nick już stracił nadzieję, że się odezwie i zaczynał brać to milczenie za potwierdzenie.
- Nazwijmy to raczej… inspiracją.
Blondyn spojrzał na niego zdumiony.
- Inspiracją? – powtórzył.
- To tam dowiedzieliśmy się o złodziejce…
- Kate – wtrącił Nick, którego cierpliwość powoli się wyczerpywała.
- Kate – przyznał dyrektor.
- Więc… ta rozmowa z nią, warunki umowy… to było kłamstwo? – zapytał z niedowierzaniem.
- Nie było żadnej rozmowy – powiedział z naciskiem mężczyzna, któremu ta sytuacja również coraz bardziej grała na nerwach.
- Ale obiecaliście! – zawołał z oburzeniem Nick, podnosząc się z miejsca.
Dyrektor również wstał i pochylił się w jego stronę przez biurko.
- Udowodnij – syknął zjadliwie.
Nick ze złością opadł z powrotem na krzesło. Przez chwilę tępo wpatrywał się w kremową ścianę.
- To nie fair! – powiedział w końcu.
- Dlaczego jej tak bronisz? – zaciekawił się jego przełożony. – Zakochałeś się, czy co?
Wolał to przemilczeć. Ograniczył się jedynie do wściekłego spojrzenia.
- Nie złapiecie jej – rzucił z przekonaniem.
- Mój drogi, prędzej czy później każdy popełnia błędy – mówiąc to przysunął do siebie wypowiedzenie Nicka. – Szczególnie jeśli ma się to we krwi. Ty popełniłeś o jeden za dużo – dodał, wręczając mu kartkę, składając na niej wcześniej zamaszysty podpis. – Pamiętaj, dźwięk alarmu jest jak nałóg, który prędzej czy później da o sobie znać…
W tej samej chwili ciszę w budynku przeszył wibrujący dźwięk syreny alarmowej. Nick uśmiechnął się paskudnie do zdezorientowanego przełożonego.
- Na przykład teraz? – spytał zjadliwie i zanim dyrektor zdołał cokolwiek zrobić, Nick ogłuszył go i wybiegł z gabinetu.
Skierował się prosto do pomieszczenia, w którym przechowywali akta wszystkich bieżących spraw. Wykasował z komputera wszystkie dane dotyczące Kate i wybiegł z siedziby FBI, w której unosiła się jakaś lotna substancja. Odkaszlnął silnie i obiegł budynek. Tak jak przypuszczał, w jednym z narożników zastał Kate, zwijającą linę. Uśmiechnął się delikatnie. Wiedział, że nie zdołają jej złapać. On za to z przyjemnością ich wyręczy.
Podkradł się do kobiety od tyłu i jedną ręką mocno oplótł jej ciało, a drugą zasłoni usta. Wyrywała się przez chwilę, po czym zrezygnowała. Nick jednak wiedział, że wcale się nie poddała. Czekała tylko na właściwy moment.
- To ja – szepnął jej do ucha.
Drgnęła ledwo zauważalnie. Próbowała odwrócić głowę, jednak on jej to uniemożliwił. Przycisnął ją do ściany, by wyjąć z kieszeni kajdanki i spiął nimi jej rękę ze swoją własną.
- Aresztujesz mnie? – spytała z pogardą, kiedy uwolnił ją z uścisku.
- Bynajmniej – odparł krótko, porwał jej torbę i zanurkował w jedną z przyległych uliczek. Kate – chcąc nie chcąc – pospieszyła za nim. Zostawili za sobą wypełniony gazem łzawiącym budynek i pokrzykujących między sobą federalnych.
Nick zatrzymał się dopiero po półgodzinnym, milczącym marszu. Stanął przed dość ponuro wyglądającym blokiem i otworzył drzwi jednego z mieszkań na parterze. Weszli do środka.
Blondyn zaczął zamykać wszystkie drzwi i okna, które znajdowały się w środku małego saloniku. Dopiero kiedy upewnił się, że wszystkie drogi ucieczki są poodcinane, uwolnił Kate, która posłusznie chodziła krok w krok za nim, obrażona jak małe dziecko.
- Siadaj – wskazał jej kanapę, chowając klucze od drzwi do kieszeni i stając przy oknie. Nie ruszyła się z miejsca. – Jak sobie chcesz… - wzruszył ramionami.
- Tu mieszkasz? – odezwała się po raz pierwszy od dłuższego czasu. Myślałam, że federalni zarabiają więcej – dodała złośliwie, spoglądając krytycznie na szare, odrapane ściany, które świeciły pustkami.
- To mieszkanie kupiłem na wszelki wypadek. To właśnie taki wypadek.
- A więc ty jednak myślisz! – zawołała zdumiona Kate. – Mogłeś trochę więcej zainwestować w tę norę – powiedziała, ze wstrętem przeciągając palcem po zakurzonym blacie szafki.
- Nie jesteśmy tu po to, by dyskutować o moim mieszkaniu – odparł Nick.
Kobieta wzruszyła ramionami i usiadła z rozmachem na kanapie, wzbudzając tym samym tumany kurzu. Poderwała się szybko, kaszląc silnie i kichając na przemian, a przy okazji klnąc pod nosem. Spojrzała wściekła na Nicka.
- To o czym chcesz rozmawiać? – warknęła, krzyżując ręce na piersiach.
- Co to było? – odparł pytaniem.
- Niby co? – Strzepnęła z ramienia kurz.
- Po co przyszłaś do FBI?
Kate przez chwilę w milczeniu przyglądała się swoim paznokciom. Wyglądała jakby wymierzył jej policzek.
- Próbowałam oczyścić kartotekę – powiedziała w końcu. – Udało mi się znaleźć pokaźny katalog danych w archiwum, ale obawiam się, że będę musiała wrócić, by usunąć dane z komputera – mruknęła. – Próbowałam, ale włączył się alarm…
- Czyli to nie ty? – zdumiał się Nick. – Nie zrobiłaś tego specjalnie?
- Jasne, że nie! Ja uruchamiam alarm dopiero po wykonaniu pracy. Ale chyba nie muszę ci przypominać, że te cholerne komputery nie są moją mocną stroną?
- Nie musisz wracać – powiedział Nick. – Ja usunąłem te dane.
Kate spojrzała na niego zdumiona i zbliżyła się na odległość jednego metra. Wyglądała jakby chciała coś powiedzieć, ale słowa utkwiły jej w gardle. Odchrząknęła.
- Ty? – rzuciła w końcu. – Przecież jesteś jednym z nich – dodała zdumiona.
- Już nie – wzruszył ramionami, podając jej swoje wypowiedzenie. – I myślę, że po pozbawieniu przytomności szefa, nie będą mnie więcej chcieli… Kate, oni oszukali nas oboje.
Kobieta spojrzała na niego zaciekawiona. To była jedna z wielu rzeczy, które w niej uwielbiał. Zwykle reagowała na jego słowa w najmniej oczekiwany sposób. Spodziewałby się raczej złości i zdumienia.
- Im wcale nie chodziło o ten dysk ani o żaden inny dowód. Chodziło o ciebie – kontynuował.
- W jakim sensie?
- A w takim, że mając cię w garści, już by nie wypuścili. Może nawet w końcu zrobiliby z ciebie agentkę?
Kate prychnęła. Dopiero teraz wyglądała na złą i rozczarowaną.
- Obiecali mi co innego.
- Nie udowodnisz im tego. Postarali się, by przy waszym spotkaniu nie było kamer. Mnie powiedzieli, że jeżeli tylko nie powiem ci kim jestem, wszystko pójdzie zgodnie z planem. Zawsze mogłaś pójść do fabryki i oznajmić im, że jestem tajniakiem. Nie sądzę, że długo bym pożył.
Kate przyglądała mu się w milczeniu. Musiała przyznać, że miał sporo racji.
- A ciebie w czym oszukali? – spytała.
- W tym samym co i ciebie – odparł Nick. – Zasłaniali się fabryką, a obiecali, że cię wypuszczą.
- Chciałeś, by to zrobili? – zaciekawiła się.
- Szkoda byłoby pakować za kratki taki cięty język – powiedział i mrugnął do niej porozumiewawczo. Uśmiechnęła się mimowolnie.
- Co teraz zrobisz? – spytała, opierając się o ścianę i szybko od niej odskakując.
- Ja wiem… może zostanę policjantem?
Spiorunowała go spojrzeniem i oboje się roześmiali.
- A może mógłbym się przyłączyć do ciebie? – zaproponował, wykrzywiając usta w niepewnym uśmiechu.
Kate podeszła do niego powoli, patrząc mu prosto w oczy. Czuł jej oddech na swojej twarzy. Musnęła go delikatnie włosami i zbliżyła usta do jego ucha.
- Może – szepnęła i pocałowała go.
Trwało to najwyżej chwilę, może dwie. Nie zdążył nawet pomyśleć dlaczego to zrobiła. Nie zdążył przyciągnąć do siebie. Oderwała się od niego, pobrzękując kluczami, które wyjęła z jego kieszeni. Otworzyła sobie ciężkie, drewniane drzwi i wybiegła z mieszkania Nicka.
Nie gonił jej. Obserwował przez okno z uśmiechem na ustach jej oddalającą się sylwetkę. Rozpoczynali nową grę, zaczynającą się od słów, które szepnęła na pożegnanie:
„Szukaj mnie tam, gdzie odezwie się alarm”.

komentarze [9]



_______________________

grafika wykonana przez tehdebbeh
szablon wykonałam ja, tylko i wyłącznie na potrzeby tego bloga
nie zabieraj!
więcej na graficznej garderobie
całość sponsoruje mylog


uwikłanych w intrygę

Akta
przejrzyj
dodaj

Kartoteka

o mnie
aresztujesz czy zwerbujesz?

Na półce w garderobie
Potterwarta
Za bramą
Nauczę cię kochać
Zmienić świat
Cofnięte wskazówki
Graficzna garderoba
Gazeciak
Prywatnie
Echa dawnych lat

Zaplanowane i wykonane
Prolog
1. Razy dwa
2. Informatyk
3. Początki
4. W poszukiwaniu informacji
5. Eddie
6. Wet za wet
7. Badanie gruntu
8. Gablota rzeczy nie do końca pożyczonych
9. Siła nawyków
10. Oszukana
11. Nieoczekiwane prezenty
12. Tam, gdzie alarm

Przyjaciele czy marionetki?
lisckocham-ciefallentownasylumona-lubi-teskniceldritchsecret-of-ankhnever-fear-shadowswho-am-ithe-horizonzapach-szarlotkiponiewaz-jestemgabinet-cieniclean-bloodprzeznaczenie-czy-przypadek
niepoprawna-romantyczka
moj-pamietnik-mysli